Amsterdam 2002



2002 rok, z dyplomem w kieszeni i dwiema także świeżo upieczonymi paniami magister wybrałam się w jedną z najbardziej szalonych podróży w moim życiu. Stopem przez Europę do Portugalii.
Z Katowic pociągiem do Szczecina i stamtąd na granicę i dalej w świat. Pierwszym postojem był Amsterdam. Liczyłyśmy że nocne życie znanej z rozrywek prawie stolicy Holandii pozwoli nam przetrwać noc na ulicach miasta. Nic bardziej mylnego. W tygodniu o 22:00 miasto zamiera, wszyscy idą do domów, a koczowanie na skwerach może skończyć się wizytą na komisariacie. Z opresji próbował nas ratować jakiś koleś zapraszając nas do siebie....ale że był arabskiego pochodzenia, nie zaufałyśmy mu. Mimo to dzielnie nam cała noc towarzyszył- najpierw zabrał do jakiegoś kebab baru gdzie do północy otwarte, potem zaprowadził na skwer zielony nieco poza centrum, i spędził z nami te noc , zimną dość, z domu przyniósł nam koce . Bo skwer nieopodal jego domu,,,,
Po wspólnym śniadaniu n jego koszt ruszyłyśmy dalej.

Zdjęcia analogowe. Nadgryzł je ząb czasu


Komentarze

  1. Ale fajne fotki są. I klimat takich wypraw...Ja de facto nadal wspominam swoją pierszą wyprawę do karpacza;fatalny dojazd; bidnie; kiepski lolak; zero wiedzy turystycznej...eeech;ale...fajnie było ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to najbardziej lubię w podróżowaniu....wspomnienia
      z każdej zostaje coś szczególnego...jakiś detal ...który czyni ją wyjątkową

      Usuń

Prześlij komentarz