11 lipca 2011 roku po raz pierwszy i od razu z walizkami, dwoma bąblami i kluczem do wynajętgo apartamentu przyjechałam do Luksemburga. Przeprowadzka totalnie w ciemno. Bez znajomości francuskiego, luksemburskiego czy niemieckiego. Z zardzewiałym angielskim. 15 lat temu. Dziś kocham to miasto, jego miedzynarodowy vibes, prowincjonalność i odnalazłam się tu zawodowo. Mamy podwójne obywatelstwo, co niezmiennie napawa mnie dumą. Dziewczyny z bąbli stały się młodymi kobietami. Alicja skończyła 18 lat...
Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana....
Niezmiennie lubię te miasto i spacery po nim, dziś w towarzystwie moich ex-stażystek, to też kawał historii. 11 lat temu po 3 latach nauki francuskiego od totalnych podstaw zatrudniłam się we francuskim szpitalu, 8 lat prowadziałam projekt dla lekarzy z Afryki. Przyjeżdżali na roczne, rzadziej dwu letnie staże do Mont Saint Martin, pod moimi skrzydłami uczyć się zawodu psychiatry, psychofarmakologii, holistycznego , humanistycznego podejścia. W tym czasie kilkunastu lekarzy uzyskało dyplomy specjalistów. Z większością utrzymuję kontakt, czasm śmieję się, że korzystjąc z ich zaproszeń zwiedzę pół Afryki. Burkina Faso, Niger, Benin, Kongo, Kongo Demokratyczne, Kamerun, Republika Centralna Afryki, ALgiera, Liban, Madagaskar .....jedn z moich stażystów stwiedził kiedyś że w Afryce znają dwa miasta w Europie - Paryż i Mont saint Martin, ja już dr Annę to wszyscy ....tym razem w połowie stażu zakończyłam pracę, ale nie relację i moje stażystki wpadły mnie odwiedzić i zrobił się z tego piękny letni spacer, pełen śmiechu, słońca i wspomnień.


Komentarze
Prześlij komentarz