Kilimandżaro 5895 m npm

Barafu Camp. 4673 m n.p.m. Ostatni obóz przed atakiem szczytowym. Kolacja, ostatnie przygotowania i próba snu. Trudno jednak mówić o normalnym śnie, kiedy za kilka godzin trzeba będzie wstać i ruszyć w stronę szczytu. Pobudka około północy. Jest ciemno i bardzo zimno. Zakładamy wszystkie warstwy, czołówki, plecaki i ruszamy. Przed nami kilka godzin mozolnego podejścia w ciemności. Widać tylko światła czołówek osób idących przed nami. Krok. Oddech. Krok. Oddech. Idziemy bardzo powoli – pole pole – bo na tej wysokości każdy wysiłek kosztuje znacznie więcej. Trzeba oszczędzać siły. Po drodze mijamy Kosovo Camp, położony wyżej niż Barafu. W ciemności widać światła namiotów i sylwetki innych uczestników wypraw. Za nami zostaje ostatni obóz, przed nami już tylko szczyt. Im wyżej, tym pogoda zaczyna się zmieniać. Tuż przed Stella Point zatrzymujemy się na chwilę. Przed nami widać ogromną chmurę, która całkowicie zawłaszczyła szczyt Kilimandżaro. Obserwujemy ją z dołu i widzimy, jak góra znika w gęstej, szarej masie. Wiatr wyraźnie przybiera na sile. Nie wygląda to dobrze. Ruszamy dalej i po chwili sami wchodzimy w tę chmurę. Temperatura gwałtownie spada, pojawia się lodowaty wiatr, a widoczność ogranicza się do kilku metrów. W końcu docieramy do Stella Point – 5756 m n.p.m. I tutaj pojawia się trudna decyzja. Czy iść dalej? Nie bardzo wiadomo, co znajduje się za skałą. Wiatr jest mocny, widoczność bardzo słaba, a warunki na grani trudno ocenić. Czy za chwilę naprawdę „urwie głowę”, czy może za skałą warunki będą lepsze? To już nie jest kwestia ambicji. Trzeba ocenić pogodę, własny stan i zdecydować, czy dalsze wejście jest bezpieczne. Po konsultacji z przewodnikami decydujemy się iść dalej. Za Stella Point warunki rzeczywiście trochę się zmieniają. Nadal jest zimno i wietrznie, ale droga prowadzi dalej granią w kierunku Uhuru Peak. Do szczytu zostało już niewiele, choć na wysokości prawie 5800 metrów każdy kolejny odcinek wydaje się długi. Idziemy bardzo wolno, krok po kroku. I wtedy zaczyna się rozjaśniać. Przed nami Uhuru Peak – 5895 m n.p.m. Jeszcze tylko trochę. Jeszcze kilka kroków. I w końcu jest. UHURU PEAK 5895 m THE ROOF OF AFRICA Stoję na szczycie Kilimandżaro. Po kilku dniach trekkingu, aklimatyzacji, nocnych podejść, zmęczeniu i pierwszych doświadczeniach z wysokością – zdobyłam Dach Afryki. Zdobyłam Kilimandżaro .
i na koniec moje ulubion zdjecie , w ostatnim campie , juz jako zdobywca

Komentarze

  1. Fotki petarda zwlaszcza o wschodzie słońca. Co teraz?jaki następny szczyt?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dziwo to tym razem mój mąż sypie pomysłami z rękawa - Toubkal , Annapurna Trail , góry Sierra Nevada ….. zobaczymy . W góry na pewno będziemy wracać .

      Usuń

Prześlij komentarz