Kilimandżaro Mweka Millennium Camp 3800 m npm

Ostatni dzień – zejście i pożegnanie Po zdobyciu szczytu przychodzi czas na zejście. I choć nogi są już zmęczone, schodzimy coraz niżej, z każdym metrem wracając do świata, w którym znowu jest więcej tlenu. Ale ostatni dzień Kilimandżaro to przede wszystkim pożegnanie z ludźmi, którzy przez cały trekking byli z nami. Nasza czternastoosobowa grupa była obsługiwana przez lokalną tanzańską agencję Kilele. W sumie towarzyszyło nam aż 46 osób – przewodników, kucharzy i tragarzy. To właśnie oni nosili nasze bagaże, przygotowywali posiłki, rozstawiali i składali obóz, pilnowali naszego bezpieczeństwa i byli przy nas każdego dnia. Bez nich ten trekking po prostu nie byłby możliwy. To oni byli naszymi aniołami na każdym kroku – zawsze kilka kroków przed nami albo gdzieś obok, gotowi pomóc, kiedy brakowało sił. To oni dbali o wszystko, czego my, uczestnicy wyprawy, często nawet nie zauważaliśmy. Dlatego ostatnie chwile razem są wyjątkowe. Jest wspólny śpiew, dużo radości, podziękowania i emocje. Tańczymy i śpiewamy razem z ekipą, a wśród wspólnie śpiewanych piosenek oczywiście nie może zabraknąć „Jambo Bwana”. I chyba właśnie wtedy najbardziej dociera do nas, że ta wyprawa się kończy. Po pożegnaniu ruszamy dalej w dół. Krajobraz znowu zmienia się niemal z każdym kilometrem. Skały i wysokogórski krajobraz zostają za nami, pojawia się coraz więcej roślinności, aż w końcu ponownie wchodzimy w wilgotny las deszczowy. Jeszcze kilka dni temu właśnie tutaj zaczynaliśmy naszą drogę. Teraz wracamy tą samą strefą klimatyczną, ale jesteśmy już zupełnie innymi osobami. Kilimandżaro zdobyte. A wraz z zejściem kończy się nie tylko trekking, ale też nasza wspólna droga z ekipą, która przez te dni zrobiła wszystko, żebyśmy mogli stanąć na Dachu Afryki. Czternaście osób z naszej grupy. Jedna góra. I ogromna wdzięczność dla prawdziwych bohaterów Kilimandżaro. Jambo, jambo Bwana Habari gani? Mzuri sana Wageni wakaribishwa Kilimanjaro , hakuna matata

Komentarze