W końcu wylądowałam w Afryce, żeby spełnić moje marzenie – stanąć na Dachu Afryki.
Ale nasze poznawanie tej prawdziwej Afryki zaczęło się jeszcze zanim weszliśmy na Kilimandżaro – w wiosce Materuni, wśród ludu Chagga, zamieszkującego południowe i południowo-wschodnie zbocza Kilimandżaro.
Chagga są jedną z ponad 120 grup etnicznych Tanzanii. Od pokoleń żyją na żyznych zboczach góry, uprawiając przede wszystkim banany i kawę, ale także kukurydzę, fasolę i inne rośliny. Wielu mieszkańców regionu pracuje również przy obsłudze ruchu turystycznego na Kilimandżaro – jako przewodnicy, kucharze czy porterzy.
Nasza krótka wycieczka prowadziła przez zielony, wilgotny las deszczowy do około 80-metrowego wodospadu Materuni. Było to nasze pierwsze spotkanie z Afryką zupełnie inną niż ta znana z folderów i katalogów wycieczkowych. Afryką, w której góra nie jest tylko celem turystycznej wyprawy, ale przede wszystkim miejscem codziennego życia ludzi.
Przy okazji mogliśmy zobaczyć tradycyjny sposób zbierania, suszenia, palenia i przygotowywania kawy – kahawa w języku suahili. Od owocu na krzewie do filiżanki – cały proces odbywał się właściwie na naszych oczach.
A potem okazało się, że banan w Afryce zdecydowanie nie jest po prostu owocem.
Można z niego przygotować zupę z mięsem, chipsy, frytki, różnego rodzaju desery, a także… piwo bananowe.
I chyba właśnie to najbardziej lubię w podróżowaniu – moment, kiedy coś, co wydawało się nam zupełnie zwyczajne, nagle okazuje się częścią zupełnie innego świata.











Komentarze
Prześlij komentarz