Po wakacjach czas wrócić na lokalne ścieżki. Tylko sama nie wiem, czemu sobie to robię.
Bo choć wiszące mosty, zawieszone ponad 100 metrów nad ziemią, są imponujące — zwłaszcza taki jak ten, o zawrotnej długości 360 metrów — to ja, przechodząc przez nie, przeżywam ogromny lęk i prawdziwe katusze.
I wtedy w głowie powtarzam sobie:
„Nie wolno się bać. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Niechaj przejdzie przeze mnie. Którędy przeszedł strach, tam nie ma już nic. Jestem tylko ja.”
I idę.
Krok po kroku. Nie patrząc w dół. No, prawie nie patrząc.
Fajne ale jednak nie dla mnie czyli nie dla osoby z lekiem przestrzeni :-)
OdpowiedzUsuń